WYWIAD o "SZWEJKU" w Teatrze Polskim
Halama jak z Księżyca
Żeby dostać bilet na sobotniego ,"Szwejka" (04.10.2008), trzeba było zarezerwować go dużo wcześniej. Zapobiegliwi z biletem w ręku ustawili się grzecznie w długim ogonku przed Teatrem Polskim. Farciarze, co chwila podbiegali do okienka kasowego licząc na to, że a nuż zwolni się miejsce. Gdy pani kasjerka bezradnie rozkładała ręce i odprawiała ich z kwitkiem, ja już siedziałam na widowni. Dyrektor Talarczyk z uśmiechem na ustach paradował po teatrze (wszak miał komplet), a za sceną do swojej aktorskiej premiery przygotowywał się: Grzegorz Halama.
Monika Zając: W jednym z wywiadów Robert Talarczyk powiedział, że obsadził Pana w roli Szwejka, bo jest Pan jak z Księżyca. Co to znaczy być jak z księżyca?
Grzegorz Halama: Myślę, że Robert Talarczyk nawiązał tutaj do filmu Milosa Formana "Człowiek z księżyca". Tam pojawia się postać amerykańskiego komika Andy'ego Kaufmana, który dla swoich ówczesnych był człowiekiem z "innego wymiaru". Takim właśnie człowiekiem z księżyca jestem ja kabareciarz w gronie aktorów, a także taką postacią jest Józek Szwejk dla swoich towarzyszy przygód - jest z innego wymiaru. Józef Szwejk powraca powtórnie na ziemie po to, żeby zbawić ludzi, dać im nowe życie. W rezultacie, pomimo okazywanej głębokiej, akceptującej miłości, wszyscy go opuszczają, po części z powodu swoich ludzkiej niedoskonałości, a po części z powodu okropności wojny. Pokazanie życia też od tej strony mówiącej o naszym niepewnym losie, a także postawa Szwejka pełna akceptacji, podoba mi się w tym spektaklu.
Szwejk jest dla Halamy "Idiotą? Cwaniakiem? Nikim? Bohaterem?...".
Szwejk jest skomplikowaną konstrukcją psychologiczną i kulturową. Dla mnie to postać z teorii Junga, która jest kombinacją cienia i mędrca zwana też tricksterem. Dokładniej chodzi o postać, która miałaby w kulturze taką rolę, jaką pełnili np. Jim Morrison, Janis Joplin, Andy Kaufman. Ludzie, którzy nie potrafili żyć w pewnym transie rzeczywistości, a dokładniej nie pozwolili sobie na to, żeby wszystko wokół nich toczyło się w niezauważalny sposób. Silniejsze było wyzwanie wytrącenia się z tego transu, dostrzeżenia tych wszystkich drobnych, ale istotnych rzeczy, które dzieją się wokół nas. Szwejk jest dla mnie taką postacią, która chce coś nam uzmysłowić. Przede wszystkim jest osobą przepełniona miłością do innych. On wie, co za chwile się stanie z jego przyjaciółmi, ale stara się wykorzystać każdą chwilę, czerpać radość z każdego spotkania. Uczy nas swojej mądrości. Tego, że istotne jest również to, że po prostu jesteśmy i możemy się z sobą spotkać. Co więcej każdy jest inny i lepiej się skupić na tym, co nas łączy. Dla mnie Szwejk jest i mędrcem i głupcem w jednym.
Przyzwyczaił Pan widzów do siebie, jako do artysty kabaretowego, który ma śmieszyć, zabawiać publiczność. Tymczasem "Szwejk" Talarczyka nie zawsze bawi. Pojawiają się w spektaklu momenty refleksyjne, nostalgiczne... Ciężko było się Panu odnaleźć w nowej roli?
Na pewno aktorzy pracują ciężej, niż kabareciarze...
...przede wszystkim chyba nie można tu tyle improwizować, co w kabarecie.
(śmiech)
Gdybyś trzymała w ręku scenariusz i sprawdzała dokładnie to, co mówię, to nie powiedziałbyś, że nie mogłem improwizować. Miałem tylko tydzień na przyswojenie tekstu! Musiałem dużo nadrobić, a nauczenie się trzygodzinnej roli nie było łatwe. Niemniej jednak zagranie, chociażby w przedstawieniu, było moim marzeniem. Po tylu latach pracy w kabarecie przyszedł moment, że bardzo zapragnąłem innych form niż tylko kabaret, a przy okazji chciałem pokazać się widzom od innej strony. Mogę tylko podziękować Robertowi Talarczykowi, że odnalazł je we mnie. Stworzył ze mnie taką postać, która potrafi być liryczna. A przede wszystkim widział we mnie aktora, którym musze być niezależnie czy chcę robić kabaret czy teatr.
Czyli znudził się Halama Halamie!
To nie tak. Po prostu po dwudziestu latach występowania w kabarecie zachciało mi się jakiejś odmiany. Zawsze kuszące były dla mnie wszelkiego rodzaju wyzwania i komercyjne i niekomercyjne. Obecnie kabaret wkracza w ciężki okres wczesnego kapitalizmu. Większość nawet młodych kabaretów ma menadżerów, którzy dbają o ich interesy. Z jednej strony jest to konieczne dla znanych już kabaretów, wielką pomocą dla młodych, nie mniej rynek kabaretowo-telewizyjny stał się agresywniejszy. Pewnego dnia odczułem wilka potrzebę odsapnięcia od tego co cały czas robiłem. I najwyraźniej ktoś tam u góry słyszy to, bowiem od razu pojawiła się propozycja nagrania internetowych reklam, udział programie "Clever" w TVN no i wreszcie spektakl "Szwejka". Jeszcze po drodze pojawiła się okazja do zagrania w spektaklu w Zielonej Górze. Także nagle czas wypełnił się zajęciami odmiennymi. Oczywiście teraz zabieram się i za kabaret, ponieważ z tego żyję. Mam nadzieję, że ludzie, którzy mnie zobaczą na scenie, dostrzegą, we mnie coś więcej niż to, co mogli do tej pory zobaczyć w kabarecie.
Wspomniał Pan o nowej epoce, w którą wkracza kabaret. W Rzeczpospolitej (nr 77/ 28-03-2008) Krzysztof Feusette w artykule "Nie ma z czego się śmiać" wieszczy upadek polskiego kabaretu. Reporter szczególnie wypomina młodym np., fatalną jakość tekstów, ale i na znanych kabareciarzach nie pozostawia suchej nitki...
Chyba nigdy nie przeczytałem sensownego artykułu o kabarecie. Temat zazwyczaj jest tak pobieżnie traktowany, że nie ma się czy przejmować. Dla przykładu, regularnie raz na rok pojawia się okropny artykuł, z czego się śmieją się Polacy... Zazwyczaj z artykułów razi brak znajomości tematu. Prawda jest, że kabaret przeżywa teraz bardzo dobre czasy, a to z racji tego że media w końcu zauważyły, że to bardzo potężne medialne narzędzie i że najlepiej znają się na tym sami kabareciarze. A rozważania w stylu kto jest lepszy "Kabaret Ani Mru Mru", czy "Kabaret Moralnego Niepokoju"? Ocenianie ich jest kompletnie bezsensu, bo to są kabarety na takim poziomie, że się ich nie powinno porównywać. Teraz istotna jest tylko kwestia czy mi taka poetyka odpowiada, czy nie. I niech tak zostanie. Zazwyczaj w TV mamy to, co bardziej ludyczne, a na coś wyjątkowego najczęściej się trzeba wybrać na koncert.
Ma Pan rację, ale z drugiej strony, coraz rzadziej można zobaczyć Pana Józka w telewizji...
Przestałem występować w telewizji, bo mi się, przestały podobać programy telewizyjne. Zaczęło się robić obrzydliwie grzecznie w TV i pojawiły się tzw. "układy", których nigdy nie było w kabarecie. Zawsze wierzyłem, że w tak niewielkim środowisku zawsze będzie chęć trzymania się razem, ale niestety pieniądze i kariera nadal są kuszące dla wielu. Bardzo potrzebowałem zrobić coś, co będzie zupełnie niezależne od kabaretu, niezależne od zarabiania i kariery. Potrzebowałem artystycznej przygody, w którą mógłbym się zaangażować bez jakichkolwiek obciążeń i ograniczeń.
...chociażby "Polskie gówno" z Tymonem Tymańskim, gdzie gra pan Czesława Skandala. Menadżera grupy Tranzystorów. Skąd to nazwisko. Potrzebuje Pan skandali?
Tak! To jeszcze jedna rzecz, jaką mi zesłał Bóg. Wspominałem, że kabaret na potrzeby telewizji stał się bardzo grzeczny. Taki niemalże familijny. A natura kabaretu jednak jest buntownicza. Taka była zawsze w Polsce i długi brakowało mi kabaretów, które śmieszą tak po prostu bez buntowania się, ale żeby robiły to dobrze. Mieliśmy "Kabaret Potem", teraz jego młodszą wersję "Kabaret Hrabi" (polecam). Ale w pewnym momencie zaczęło być bardzo rozrywkowo i słodko, a kabarety polubiły możliwość szybkiej kariery i szybkiego zarobku. Ponieważ nie lubię iść tam gdzie wszyscy już są, szukam innych form i rozwiązań. Z Tymonem zakolegowaliśmy się wcześniej już i myślę, że polubiliśmy się. Przy okazji właśnie ten aspekt "niegrzeczności" Tymona również mnie zafascynował. Ostatnio kuszą mnie "niegrzeczne" rzeczy. Film "Polskie Gówno" będzie właśnie taki niegrzeczny i bardzo mnie to cieszy. Będzie kontrowersyjny, obrazoburczy itd. Ale mam nadzieje że jasne będzie to że pierwszym i najważniejszym powodem tego że jest właśnie taki będzie to, że jest prawdziwy, szczery i bez obyczajowej cenzury "że prywatnie owszem, ale do filmu nie wypada". W tym filmie wypada zrobić wszystko, co robimy na co dzień. Ale nic pojawia się tam nic na siłę, pojawia dokładnie to, co leży na sercu. Nie mniej najważniejsze są dla mnie spotkania z ludźmi, którzy go tworzą: Tymon Tymański, Robert Brylewski zespół "Traznystors" i reżyser Grzegorz Jankowski. To wielkie przeżycie towarzyskie.
Dziękuję za rozmowę.

IDOL
Występuje: Grzegorz Halama, Mumio, kabaret Lowcy.B
Czas trwania: 6:02

KRZESLA W KUCHNI & SERIAL BRAZYLIJSKI
Występuje: Grzegorz Halama, kabaret Szum
Czas trwania: 5:54

CO SPOTKA CHŁODKA - Pan Chłodek trafia na okładkę
Występuje: Grzegorz Halama, Marek Grabie
Czas trwania: 5:31

CO SPOTKA CHŁODKA - Pan Chłodek - tatuaże i piercing
Występuje: Grzegorz Halama, Marek Grabie
Czas trwania: 4:17

CO SPOTKA CHŁODKA - Pan Chłodek parkourowiec
Występuje: Grzegorz Halama, Marek Grabie
Czas trwania: 3:52

CO SPOTKA CHŁODKA - Pan Chłodek ofiarą zjawisk paranormalnych
Występuje: Grzegorz Halama, Marek Grabie
Czas trwania: 5:30

CO SPOTKA CHŁODKA - Pan Chłodek olimpijczyk
Występuje: Grzegorz Halama, Marek Grabie
Czas trwania: 4:29

CO SPOTKA CHŁODKA - Pan Chłodek i magnes na lodówkę
Występuje: Grzegorz Halama, Marek Grabie
Czas trwania: 4:42

SPÓJRZŻE NA MNIE EJŻE - teledysk
Występuje: Grzegorz Halama i znane osoby z TVN-u
Czas trwania: 3:44

JÓZEK O ŚWIATOWYM KRYZYSIE EKONOMICZNYM
Występuje: Grzegorz Halama, Jarosław Jaros
Czas trwania: 5:51
Strona:
- 1
- 2
- 3
- ...
- 7
- nastepna »

