WYWIAD - PLAYBOY - 2008
Grzegorz Halama 31 PYTAŃ tekst: Arkadiusz Bartosiak, Łukasz Klinke "Mógłbym być agentem Mosadu..." W szkole nagminnie spóźniał się na pierwsze lekcje. W młodości występował na scenie w prochowcu założonym na gołe ciało. Mimo to twierdzi, ze nigdy nie spotkał prawdziwych groupies. Jest specjalistą od przestarzałej technologii teletransmisji. Nic, więc dziwnego, że wytrącił z równowagi Czesława Niemena. Kiedy jest Józkiem, lepiej poznaje samego siebie. Przed wami komik, który doświadczył Bożej Miłości - Grzegorz Halama. 1) Jesteś fanem Lody Halamy. Ciężko nie być, jeśli widziało się jej słynny taniec na kieliszku. Poza tym działała w przedwojennym kabarecie. Szkoda, że nie zdążyłem jej poznać. 2) Kim była dla ciebie? Była chyba kuzynką mojego dziadka - multiinstrumentalisty. Rosjanie zabrali go w 1945 r. i już nie oddali. Miałem dzieciństwo bez jednego dziadka. Ale jeśli odziedziczyłem jakieś talenty, to chyba po nim. 3) Ciekawe, czy tak jak ty chodził w dzieciństwie na wagary? Nie wiem. Ja mam naturę nieco anarchistyczną. Mierzi mnie to, co narzucone. W podstawówce spóźniałem się nagminnie na pierwsze lekcje. Pani doniosła mojej mamie, że nie dość, że się spóźniam, to jeszcze przychodzę umorusany. Mama postanowiła mnie śledzić. Okazało się, że oglądałem po drodze wszystkie witryny sklepowe, a idąc, przesuwałem ręką po murach, bramach, szybach... Do dzisiaj stresują mnie nowe czyściutkie ciuchy. 4) W technikum też byłeś anty? Początek szkoły to było prymusostwo. Ale z czasem zacząłem zdawać sobie sprawę, że bardziej mnie interesuje bycie artystą niż elektronikiem. Na scenie zacząłem występować, jak miałem 14 lat. A co do wagarów, to ja nie uciekałem, po prostu zdarzały się dni, kiedy masakrycznie nie chciało mi się iść do szkoły. Zamykałem się w pokoju w internacie, zakładałem słuchawki i w kółko słuchałem pierwszej płyty Cocteau Twins albo Joy Division i Dead Can Dance. Ale powtarzałem rok tyko raz - w maturalnej klasie, na własne życzenie. Wymyśliłem sobie, że chcę mieć jeszcze rok na podjęcie decyzji, kim będę i co chcę robić. Balem się kieratu codzienności. Przechodziłem coś na kształt depresji, rodzaj niemocy. Jak anioł w moim życiu pojawiła się pani psycholog, która bardzo mi wtedy pomogła. Przez dwa lata spotykałem się z nią prawie codziennie. To było naprawdę bardzo mocne doświadczenie - analizy, rozliczenia z przeszłością i w końcu ukierunkowanie życia. 5) Byłeś ,,nogą"? Przeciwnie, byłem bardzo zdolnym uczniem, ale przestało mnie interesować to, czego się uczyłem. Mimo to oblanie klasy maturalnej okazało się nie lada sztuka. Jeden z nauczycieli powiedział, że jeśli ktoś nie przyjdzie trzy razy na zajęcia, nie zda na pewno. Postanowiłem to wykorzystać. Ale wtedy nauczyciel zaczął ze mną rozmawiać przez innych uczniów, ciągle dając mi nowe szanse. Skończyło się na tym, że nie byłem ani razu na zajęciach, nie napisałem żadnej pracy, a na półrocze dostałem... trójkę. Wpadłem w panikę. Musiałem szybko działać. Momentalnie przestałem chodzić na matematykę. Udało się, ale mówię wam - lekko nie było (śmiech). Okazało się, zgodnie z tym co przewidywałem, że "niedobrych uczniów" otacza się większa opieką, a prymusi pozostają sami sobie. 6) Powiedz jeszcze, jak było w wojsku. Raczej nudno. Odsłużyłem 13 miesięcy. Wcześniej zdawałem do paru szkół, m.in. aktorskiej, potem do studium wokalno-aktorskiego w Gdyni. Przeszedłem zajęcia praktyczne, ale z teorią było ciężko. Gdy Jerzy Gruza spytał komisje egzaminacyjną, czy przyjmie mnie do chóru, dostałem pytanie, ile jest krzyżyków w gamie c-moll. Blefowałem, rzuciłem, że trzy - nawet chór odpadł. W końcu dostałem się do studium psychotronicznego w Łodzi. Pech chciał, że ono nie zwalniało z wojska. I w końcu mnie capnęli. W tamtym czasie chorował mój tata, który potrzebował opieki. Starałem się o wypiskę, żeby się nim zając. Na próżno. Pół roku później tata zmarł. Szczęście w nieszczęściu, że trafiłem do Szczecinka, w którym wprowadzono rygorystyczny zakaz "fali". W konsekwencji okazało się, że osoby chwiejne i niewiadome, a na taką musiałem wyglądać, kierowano właśnie tam. Nie było tak źle, bo grałem na gitarze i trafiłem do orkiestry. Dzisiaj z ręką na sercu mogę powiedzieć, że wojsko nie było ciężkie, ale raczej monotonne i kompletnie pozbawione sensu. W armii jest takie powiedzenie: "Tam gdzie zaczyna się wojsko, kończy się logika". To prawda. Pamiętam, że czytając Paragraf 22, nie miałem poczucia absurdu, bo w wojsku każdy absurd może się zdarzyć. 7) Ale w końcu cię zwolnili. Po jakimś czasie swoją osobowością skutecznie zamęczyłem wszystkich w jednostce. W końcu sami zaczęli mnie posyłać do psychiatry. To było zabawne. Facet, który mnie wysyłał, sam mi radził: "Tak jakoś gadaj, żeby cię zwolnili". Po pierwszym spotkaniu stwierdziłem, że psychiatra to lipa i poprosiłem o spotkanie z wojskowym psychologiem. Tu sobie dopiero pogadałem. Co tydzień musieli mnie dowozić do Wałcza i z powrotem, co strasznie ich gnębiło. W końcu pękli i dostałem odroczenie. 8) I Jakiego stopnia się dosłużyłeś? "Honor rezerwisty to pagon czysty" ( śmiech ). 9) Czy to, że jesteś technikiem elektronikiem, przydaje ci się w życiu? Nie bardzo, bo byłem na kierunku Teletransmisja. Rozwój telefonii był tak dramatycznie szybki, że wszystko, czego się nauczyłem, już po dwóch latach było nieaktualne. Pracę dyplomową pod tytułem "Dwuwymiarowy model pracy półprzewodników typu NP, PN, PNP i NPN" pisałem na ZX Spectrum. Rok później w szkole były już pierwsze pecety, a o mojej pracy wszyscy zapomnieli. 10) Wieść niesie, że twój ,,Pan Józek" to nauczyciel z technikum. To prawda, choć tamten Józek był jedynie inspiracją. Bardzo przyjemna postać. Miał parę pociesznych zwyczajów, na przykład przy odpytywaniu rymował - "Dzisiaj z rana spytamy Radana". Wziąłem z niego szybkie tempo mówienia i wtrącanie co jakiś czas słowa &8222;prawda". 11) Jak wspominasz młodzieńcze tournee po Połtawie z zespołem Bańka Band? Mocne przeżycie. Do dziś mam fotografię z "Komsomolca Połtawszczyzny" Imprezy za suto zastawionymi stołami, śpiewające dzieci w czerwonych chustach, znaczki z Leninem. 12) Czy Bańka Band lub twój rockowy projekt awangardowy Obsesja miały groupies? Nigdy nie miałem okazji spotkać prawdziwych groupies. Większość dziewczyn mówiła mi zawsze. że nie chce mi przeszkadzać, bo na pewno chcę mieć spokój i nie mogę się opędzić od innych kobiet (śmiech). W młodości byłem niezwykle nieśmiały i już sam fakt rozmowy z dziewczyną powodował u mnie palpitacje serca i zaćmienie umysłu. Pewnie gwiazdy rocka maja inaczej. 13) Ale ty, naszym zdaniem, zawsze chciałeś być gwiazdą rocka. Twój Axl Rose jest lepszy niż sam Axl. Dzięki. Dla mnie rock zawsze był obciachowy. W Obsesji obśmiewaliśmy te wszystkie przebieranki. Wkładałem prochowiec na gołe ciało. Zostawałem w krótkich spodenkach i z różą w klapie kamizelki od garnituru. Mój kolega Krzysztof Pala, też normalnie nie wyglądał. Nie mógłbym robić na scenie niczego "normalnego", stąd parodie. Wyobraźcie sobie mnie w skórze, z długimi piórami, zupełnie na serio śpiewającego o wojnie w Wietnamie. Toż to gotowa parodia. Zgadzam się z powiedzeniem, że poczucie humoru jest szerszym spojrzeniem na rzeczywistość, a ja lubię wytrącać z utartych torów. 14) Czesława Niemena wytrąciłeś z równowagi. Zadzwoniłem do niego, gdy powstał pomysł wydania płyty z moimi skeczami i piosenkami. Chciałem na niej umieścić Dziwny jest ten flak i pomyślałem, że kurtuazyjnie zadzwonię do autora. Dostałem od producenta prywatny telefon i zadzwoniłem. Opowiedziałem, że chcę wy dać parodie utworu. Niemen był bardzo rzeczowy: "A który utwór?". Mówię, że Dziwny ten świat. A on momentalnie: "Wykluczone" i zaraz potem: "A pan już gdzieś go wykonywał?. Pomyślałem, że przecież nie powiem, że właśnie śpiewałem go w Opolu. I odpowiadam: "Nie, tak tylko, o, dla znajomych". Bo przecież wierna publiczność to jak znajomi Pan Czesław jednak drążył dalej, zaczął mnie nawet pytać, gdzie mieszkam. Uwierzycie? Spytał mnie o adres! Wystraszyłem się. Chciałem jak najszybciej skończyć rozmowę. 15) Planujesz w związku z tym parodię kolejnego utworu Niemena? Powiem tak: obecnie twórczo się waham ( śmiech ). Myślę o jakiejś transformacji, bo trochę nie wyrabiam. Mam zadanie na teraz - zapanować nad swoim czasem. Ale najpierw trzeba mieć precyzyjnie postawione cele w życiu i priorytety. A to nie jest takie łatwe. 16) Co wynika z twojego twórczego wahania? Spodobało mi się wprowadzenie na polski rynek czystego stand-upu. Stąd pomysł Szkoły Stand-upu Grzegorza Halamy. Próbuję stworzyć w Polsce z młodym kabaretonem Nowaki kulturę prawdziwego stand-upu, korzystając z amerykańskich podręczników. Oglądam dużo amerykańskich standupowców. Współpracuję z HBO i Comedy Central, które na świecie są potentatami stand-upu. Można powiedzieć, że moc drzemiąca w rasowym stand-upie jest jak film sensacyjny, jak karabin maszynowy. To mi się podoba w stand-upie najbardziej. W wakacje planuję warsztaty. Pierwsze pokazy już się odbyły... niełatwe warunki do występów, ale był to dla mnie krok milowy. 17) Czy w stand-upie da się uciec od polityki? Oczywiście! Ale nie bardzo rozumiem, dlaczego należy uciekać od polityki. Ja nie mówię o polityce, bo się na niej nie znam, a nie znam się dlatego, że szkoda mi czasu na to , by zajmować się złodziejami, fircykami i całym tym tałatajstwem. Ale uważam, że do kabaretu politycznego trzeba niebywałej inteligencji i wiedzy. Teraz jest najlepszy czas na kabaret polityczny, taki z prawdziwego zdarzenia. Starej ekipie kabaretowej, mogę się uczciwie pokłonić z szacunkiem, ale przyszłość to młode pokolenie. Jak się pojawi ktoś, kto będzie inteligentnie opowiadał o polityce, momentalnie będzie gwiazdą. No, ale wiadomo, musi być piekielnie inteligentny. Zwykła taniocha nie przejdzie. 18) Jeśli całkiem pójdziesz w stand-up, będzie nam szkoda klasycznego Halamy! Na przykład w skeczu "Bajka o śwince". Jakie ty tam fikasz kozły! Mało kto by cię podejrzewał. Spokojnie, na razie nie będę robił politycznego kabaretu. Jeśli już to film, teatr: Ostatnio przyjąłem propozycję zagrania Szwejka w teatrze Bielsku-Białej. Przeczuwam wspaniałą przygodę. Mam nadzieję, że widzowie będą zadowoleni. Wracając do świnki - to już nie te czasy. Ostatnio zziajałem się przy niej bardzo poważnie. Ale kiedyś byłem jak maszyna. Wszystko dzięki treningom zapaśniczym. W szkole zakładałem się o pączki, że zrobię salto po ścianie. Fikałem na zamówienie. Dzisiaj już nie fikam. Za dużo pączków wygrałem ( śmiech ). 19) Słyszeliśmy, że kilka razy przydały ci się zapaśnicze umiejętności. Tak na poważnie to chyba tylko raz. Kiedyś na osiedlu narobiłem rabanu w obronie mojej dziewczyny i jeden chłopak postanowił się mścić. Któregoś razu zobaczyłem, że jedzie tym samym pociągiem. Mógłbym być agentem Mosadu, bo w krytycznych sytuacjach zawsze myślę bardzo trzeźwo. Zarządziłem, że idziemy do pierwszego przedziału, żeby było blisko do konduktorów. Powiedziałem dziewczynie, żeby w razie czego od razu do nich biegła. I dobrze, że się przygotowaliśmy, bo skubaniec zaatakował mnie z kulą bilardową w ręku. Nigdy nie uderzyłem kogoś w twarz. Nie umiem i nie lubię bić się na pięści. Udało mi się uniknąć tego pierwszego ciosu, zszedłem w nogi, podniosłem go i namówiłem, żeby sprawę dokończyć na zewnątrz. Na szczęście się zgodził. Na peronie czekali już sokiści. Cieszę się, że nikomu nie stała się krzywda. Mam od razu apel do wszystkich czytelników: proszę mnie nie testować na okoliczność zapasów. Już nie te czasy, można mnie uszkodzić (śmiech). 20) Zdarzyło się, że ktoś chciał cię przetestować na scenie? Nigdy nie było sytuacji, żeby publiczność była przeciwko mnie. Najbardziej skrajne emocje budzi chyba postać Józka. Jest wielu ludzi zakochanych w Józku, łącznie ze mną, ale zdarzają się tacy, którzy go nie lubią i nie rozumieją. Czytając biografie Chaplina czy Louisa de Funesa widzę, że to standard. 21) W Józku chyba nie chodzi o to, żeby rozumieć? Wszystko, co jest charakterystyczne, budzi skrajne emocje. Czasem Józek zaskakuje nawet mnie samego. Kiedyś przeglądając słownik terminów jungowskich natrafiłem na hasło: "strumień świadomości". Idealnie pasuje do tego, co sobie wyćwiczyłem w postaci Józka. Często całkowicie improwizuję i staram się wyłączać ocenę tego, co chcę powiedzieć. Pierwszy impuls od razu przetwarzam na słowa. Długo to ćwiczyłem. 22) Józkiem jedziesz nawet antysemicko, a Polacy boją się takich dowcipów. Nigdy nie powiedziałem niczego antysemickiego. Kiedyś w Mrągowie, podczas PiS-owskiej nagonki, krzyknąłem do publiczności: "Wyciągać pejsy! Nie wstydzić się!". I to koniec tematu semickiego, w żadnym przypadku - anty. Dziwi mnie strach przed tego typu żartami. Niby dlaczego nie? W ogóle antysemityzm wydaje mi się jakimś wymysłem. Nie znam żadnego Żyda, który czyhałby na mnie w ciemnej bramie. Za to znam takich, którym wiele zawdzięczam. Ot, choćby Woody Allen, bracia Coen czy Albert Einstein. 23) Nie wierzymy jednak, że nigdy nie miałeś problemów z publicznością. Nie miałem. Naprawdę. Potrafię sobie z nią radzić. Pamiętam, kiedyś w Rzeszowie miałem występ sylwestrowy w plenerze. Było pełno pijanej młodzieży. Myślę sobie, na pewno jak nic, krzykną: "spierdalaj". Wyszedłem na scenę i oczywiście krzyknęli, a ja od razu powiedziałem: "OK. Parę skeczy i spierdalam". Ludzie się zaśmiali i poszło. Większość była po mojej stronie. 24) Ale w Opolu było ciężko. I to dosłownie. "Grałeś" heavymetalowe kawałki, a publika nie wiedziała, o co chodzi. Opole to w ogóle inna sprawa. Publiczność wnosi makabryczną ilość alkoholu. No i kupuje bilety jednocześnie na kabaret i na wieczór z gwiazdami. Wyobraźcie sobie - jak zaczynają pić o 16, to na kabaretonie o 23 jest jedna wielka impreza, na pewno nie artystyczna. 25) Procenty procentami, oni po prostu zupełnie nie łapali się na tego rodzaju dowcip. Moim błędem był dobór repertuaru - był zbyt ambitny na takie warunki. Alkohol robi swoje, ale humoru można uczyć. Co ja gadam, trzeba uczyć. Kiedyś nie lubiłem braci Marx, w ogóle nie rozumiałem, co w tym śmiesznego. Aż zacząłem oglądać w kółko i nagle załapałem. Oni byli GENIALNI! A ja głupi tego nie potrafiłem od razu dostrzec. Niestety, nie da się u nas kupić na DVD ich filmu Kacza zupa. Uważam, że to sprawa polityczna. Tym, którzy go nie widzieli i nie znają scenariusza, gorąco polecam. Nie będę zdradzał pointy (my zdradzimy: film jest świetną satyrą na wszelkiej maści dyktatorów - przyp. red.). 26) Czy Polaków trzeba uczyć humoru? Fajnie by było. Monty Python na przykład wcale nie jest taki popularny. Co prawda ma zagorzałych fanów, ale nie jest ich tak dużo, jak się zdaje. Kiedy w telewizji proponowałem coś w stylu Borata, spotkałem się z kompletnym niezrozumieniem, a nawet lękiem, czy aby ze mną wszystko OK. U nas jest tak, że dopiero jak coś zdobędzie popularność na Zachodzie, to zaczynamy się zastanawiać, że chyba musi być fajne. Borat w polskiej telewizji na razie nie ma żadnych szans. 27) Nadal jesteś za tym, żeby zwolnić gejów i lesbijki z podatków? Proponowałem to poprzedniemu rządowi. Skoro nie tolerowali tych grup, nie powinni ściągać podatków z zysków wygenerowanych przez gejowskie kluby. To chyba oczywiste. To skandal, żeby takie niemoralne pieniądze trafiały do budżetu. 28) Chcemy cię podpytać o twoja moralność religijna... Chodzi wam pewnie o to, że prowadziłem katolicki program "Otwarte drzwi". To był pomysł jezuitów. Bardzo fajny, ale okazał się zbyt odważny jak na polski katolicyzm. 29) Dlatego odszedłeś od katolicyzmu i przystałeś do Stowarzyszenia Gurdżijewa? Nie. Gurdżijew nie podmienia mi wiary w Boga i nie zastępuje inspiracji Pismem Świętym. Tylko uzupełnia. To nie jest religia, raczej metoda pracy nad sobą. Nazywam ją starożytną psychologią czy też jak Uspienski - &8222;psychologia możliwości rozwoju człowieka". Ale ten wywiad to nie jest miejsce, w którym chciałbym się nad tym rozwodzić. W pracy nad sobą zrobiłem dopiero mały kroczek i nie czuje się wewnętrznie upoważniony do wymądrzania się na te tematy. Mogę tylko powiedzieć o swoim osobistym doświadczeniu. 30) O wylaniu Ducha Św.? Tak. To, czego doświadczyłem było esencjonalnym, głębokim doświadczeniem Bożej Miłości. Był to rodzaj wstrząsu. Doznania mistyczne dają wrażenie, że to, co się przeżywa na co dzień, jest nierzeczywiste. Okazja mocnego doświadczenia Bożej Miłości, czy po prostu bezgranicznie wielkiej miłości, pokazała mi inna rzeczywistość, na co dzień dla mnie niedostępną. Wszystko zaczyna mieć inną logikę. Ale jednak logikę konsekwentną. I nagle okazuje się, że jest parę rzeczywistości. 31) Zaczynamy lepiej rozumieć postać Józka. Coś w tym jest. Józek to też odrębna rzeczywistość. A mówiąc serio, grając Józka, także uczę się obserwować samego siebie. Poznawać jakąś cześć siebie. I jest to całkiem przyjemny sposób odkrywania siebie i innych. Ale zazwyczaj poznawanie prawdy o sobie nie jest takie przyjemne. Mimo to polecam.

IDOL
Występuje: Grzegorz Halama, Mumio, kabaret Lowcy.B
Czas trwania: 6:02

KRZESLA W KUCHNI & SERIAL BRAZYLIJSKI
Występuje: Grzegorz Halama, kabaret Szum
Czas trwania: 5:54

CO SPOTKA CHŁODKA - Pan Chłodek trafia na okładkę
Występuje: Grzegorz Halama, Marek Grabie
Czas trwania: 5:31

CO SPOTKA CHŁODKA - Pan Chłodek - tatuaże i piercing
Występuje: Grzegorz Halama, Marek Grabie
Czas trwania: 4:17

CO SPOTKA CHŁODKA - Pan Chłodek parkourowiec
Występuje: Grzegorz Halama, Marek Grabie
Czas trwania: 3:52

CO SPOTKA CHŁODKA - Pan Chłodek ofiarą zjawisk paranormalnych
Występuje: Grzegorz Halama, Marek Grabie
Czas trwania: 5:30

CO SPOTKA CHŁODKA - Pan Chłodek olimpijczyk
Występuje: Grzegorz Halama, Marek Grabie
Czas trwania: 4:29

CO SPOTKA CHŁODKA - Pan Chłodek i magnes na lodówkę
Występuje: Grzegorz Halama, Marek Grabie
Czas trwania: 4:42

SPÓJRZŻE NA MNIE EJŻE - teledysk
Występuje: Grzegorz Halama i znane osoby z TVN-u
Czas trwania: 3:44

JÓZEK O ŚWIATOWYM KRYZYSIE EKONOMICZNYM
Występuje: Grzegorz Halama, Jarosław Jaros
Czas trwania: 5:51
Strona:
- 1
- 2
- 3
- ...
- 7
- nastepna »

